poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Quindici

Po obejrzeniu filmu wstałam z łóżka. Na biurko położyłam laptopa. Zauważyłam na nim kartkę, prawdopodobnie z rysunkiem Wiktorii. Wzięłam ją do ręki i nie zobaczyłam na niej pająka, tylko piękny rysunek W pełni się z nim zgadzam. Wzięłam pinezkę i przypięłam go na moją tablicę gdzie miałam więcej rysunków mojej przyjaciółki i Pauliny.
W przypadku do mnie to one naprawdę pięknie rysują. Wchodząc do łóżka znów zabrałam ze sobą laptopa. Włączyłam czat. Była godzina 22:39, więc nie zdziwiło mnie to, że dostępne były tylko cztery osoby. Między nimi była Wiki i Adam. Chciałam do niej napisać, ale gdy już miałam to zrobić z jej imienia znikła ta magiczna, zielona kropka. Do Adama nawet nie miałam zamiaru pisać... Jakoś nigdy nie umiałam się z nim dogadać. Wyłączyłam laptopa i położyłam go na mojej szafce nocnej, przykryłam się kołdrą. Zasnęłam.

***

Nagle coś dziwnego mnie obudziło. Nie był to szum wiatru... Ten dźwięk był nie do określenia. Strasznie mroczny i tajemniczy. Zerwałam się z łóżka i pomknęłam do okna. Tam zauważyłam, że był to sąsiad, który ciągnął duży, czarny worek w stronę swojego domu. Moja pierwszą myślą było to, że ma on tam zapas ziemniaków na dłuższy czas, ale po dłuższym czasie namysłu, zdałam sobie sprawę, że to jest niedorzeczne. Położyłam się spać.

Wstałam około 6:00 więc leżałam w łóżku i o 7:00 poszłam ubierać się do szkoły. Ubrana zeszłam na dół zjeść śniadanie. Tym razem płatki z mlekiem. jedząc płatki do drzwi zadzwoniła Wiki. Zostawiłam płatki, szybko się ubrałam i wyszłam z Wikuś do szkoły.   

niedziela, 17 sierpnia 2014

Quattordici

Po obiedzie poszłyśmy do mojego pokoju, włączyliśmy komputer, żeby wejść na facebook'a, ale nie mojego tylko Wiki.
-Klaudia! Zobacz! Adam do mnie napisał!!-powiedziała uradowana
-No to może odpisz?
-No ale co? Przecież to jest takie trudne!!
-Na serio nie wiesz co odpisać na "Hej"?
-Może odpisze "Hej"? Co ty na to?
-Dobry pomysł!
Także, Wiki odpisała Adamowi, a ja poszłam do toalety.. chyba nie muszę mówić po co..
Wróciłam z toalety.
-Klauduśku?! Adam się o ciebie pyta!
-A co?
-Czy nie jesteś obrażona, że zbił cię jako pierwszą osobę.
-Może! Nie wiem! A zresztą to ty z nim piszesz a nie ja! Kończ tą beznadziejną rozmowę i chodź ze mną porysować.
-No dobrze! Ale czy ty tego nie widzisz?!-powiedziała Wiki z przerażeniem w głosie
-Czego mam nie widzieć?
-PAJĄKA?!-powiedziała bardzo cichutko, że ledwie zrozumiałam co szepnęła
-No widzę, ale co z tym takiego nadzwyczajnego?
-Na przykład, to że to jest pająk?!
-Pająk, jak pająk, nic nowego! Wysil się bardziej!
-Czy kiedyś mówiłam ci, że mnie irytujesz?
-Mówiłaś, i to nie jeden raz. Już się przyzwyczaiłam
-To może narysujemy pająki?
Dałam Wiktorii kartkę do rysownia i ołówek. Spojrzałam na ekran komputera, a tam 3 powiadomienia, oczywiście na koncie Wiki, ale nie omieszkałam sprawdzić.
-Wikuś! Ktoś znów do ciebie pisze! Wyłącz tego facebook'a!
-No poczekaj chwilkę! Tylko odpisze, a poza tym to już jest 19 i muszę iść już do domu, bo mama prosiła mnie żebym była w domu przed 20:00.

*Oczami Wiktorii*

Ja bardzo dobrze widzę, że gdy tylko Klaudia usłyszy, lub zobaczy Adama nogi jej miękną! Ja tego tak nie zostawię! No... Może i jest przystojny i ma piękne oczy, ale nigdy nie odbiję chłopaka mojej NAJLEPSZEJ przyjaciółce! Szybko odpiszę Adamowi i zmykam do domu.
Ubrałam się.
-Idę do domu! Dobranoc!-powiedziałam po czym przytuliłam Klaudię na pożegnanie.
-Dobranoc! Przyjdź jutro po mnie do szkoły!
Wyszłam z domu Klaudii i szybkim krokiem zmierzałam do domu.
Gdy doszłam,bezzwłocznie włączyłam komputer, bo wiedziałam, że Adam będzie na mnie czekać. Po drodze, wymyśliłam plan doskonały. Ponieważ już wiem, że to on podrzucił Klaudii ten piękny naszyjnik, jutro w szkole Adam powie to jej i będzie super mega ekstra. Taki jest mój plan, ale czy Adam się zgodzi, to nie wiem nikt.
Z Adamem pisałam do około godziny 22:00 oczywiście z przerwami na siku i w ogóle. Jest on idealnym typem mojej przyjaciółki i myślę, że mój chytry plan pójdzie po mojej myśli! Adama nawet nie musiałam prosić, bo powiedział mi, że od dawna Klaudia mu się podoba i czekał na idealny moment, żeby do niej zagadać. Idę się kąpać i spać, żeby mieć dużo sił na jutro!

*Oczami Klaudii*

Gdy Wiktoria wyszła włączyłam sobie jakieś romansidło na laptopie, przebrałam się już umyta w piżamę i położyłam się z nim na łóżku. Film była fajny, ale jakoś z nóg nie powalał, zresztą tak jak inne filmy tego gatunku.

środa, 13 sierpnia 2014

Tredici

Razem poszłyśmy do szatni ubrać strój na lekcję wychowania fizycznego. Wszystkie koleżanki były już gotowe, a my, zresztą tak jak zwykle, byłyśmy ostatnie i musiałyśmy meega szybko przebrać się. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Wiki jeszcze w biegu ubierała i wiązała buty i jakby tego wszystkiego było za mało potknęła się o czyjąś nogę i wylądowała na podłodze.
-KLAUDIA!!-krzyknęła leżąc WIKI-Nie stój tak, tylko pomóż mi wstać, bo umrę!!
Pobiegłam niczym SuperWomen na ratunek! Dzięki mnie całe nasze miasto będzie bezpieczne.
-Podaj mi rękę!-powiedziałam, a Wiki podała mi ją.-Jesteś uratowana, a teraz lećmy na W-F 
-Lećmy, moja wybawczyni!
Na lekcji graliśmy w cztery ognie. -,-. NO  KOMENTS. A co jest  tym najlepsze?! To, że graliśmy przeciwko chłopakom, których nie znamy, a między nimi był Adam! Czy to jest jakiś żart? Zgadnijcie kogo zbił jako pierwszą? No jasne, że mnie! I jeszcze ironicznie puścił oczko. Obserwowałam przez resztę czasu trwania lekcji poczynania Adama i spółki. Sukcesywnie zbijali każdą dziewczynę... Oprócz jednej, a mianowicie Wiki! Został ona jako ostatnia. Natomiast z chłopaków został tylko Adam. Wiki przymierzała się do ostatecznego strzału. Wszyscy skandowali jej imię... Gdy nagle zadzwonił dzwonek na przerwę i każdy wybiegł z sali gimnastycznej do szatni. Ja poczekałam na Wikiś i dopiero wyszłyśmy.
Gdy już się przebrałyśmy i poszłyśmy na plac szkolny zjeść jakąś bułkę czy coś. Po drodze spotkałyśmy Adama.
-Hej! Dobrze grałaś!-powiedział do Wiki.
-Ee... Dzięki?
I tak skończyła się ta jakże pasjonująca rozmowa.
A więc tak. Poszłyśmy na plac szkolny jeść drugie śniadanie i pogadać.
-Z czym masz kanapkę?-zapytałam-Bo ja z sałatą i szynką i chyba z serem.
-Ja mam ze śmietankowym serkiem i pomidorem.
-Zamiana!-krzyknęłyśmy razem i zamieniłyśmy nasze kanapki
-Mniam! Twoja, znaczy moja kanapka jest pyszna.

***
Lekcje skończyły się. Razem z Wiki szybko wyszłyśmy ze szkoły i tym razem ni ja poszłam do Wiki, lecz ona do mnie.m. Odrobiłam zadanie i zjadłam pyszny obiad.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Dodici

Długo myślałam czy nie napisać do tego chłopaka. Miał on na imię Adam. Po dłuższym namyśle nie napisałam do Adama. Byłam strasznie speszona. Weszłam sobie na mojego ulubionego bloga i przeczytałam nowy rozdział który ukazał się dziś. Po przeczytaniu poszłam do łazienki, tak jak codziennie wieczorem, więc to nie jest zbyt interesujące. Umyłam włosy i i całe ciało. W głowie ciągle był ten chłopak i ta sytuacja w szkole. Ubrałam moją ulubioną piżamę w usta i serduszka. Wzięłam telefon i położyłam się na łóżko. Dochodziła godzina 22:00. Adam ciągle był aktywny, ale bałam się napisać. Byłam strasznie zmęczona i nawet nie zauważyłam gdy do pokoju weszła mama i położyła tajemnicze pudełeczko na biurko i wyszła.

***

Wstałam o godzinie 7:00, czyli tak jak codziennie. Zeszłam na śniadanie. Mama zrobiła mi tosty i serem i szynką. Zjadłam je i poszłam na górę. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że na biurku leży małe pudełeczko. Otworzyłam je, a w środku był piękny wisiorek ze złotym serduszkiem. Sama bym lepszego nie wybrała, wybrałaby to osoba która zna mnie bardzo dobrze... Pierwszą taką osobą, która przyszła mi na myśl była moja mama. Chciałam się zapytać, ale najpierw poszłam się ubrać. Po kilku minutach poszłam do mamy.
-Mamo!! Czy to ty kupiłaś mi ten naszyjnik?-zapytałam mamy która zmywała naczynia po śniadaniu.
-Ktoś wczoraj wieczorem podłożył te pudełko pod drzwi, zadzwonił i uciekł.
-A widziałaś kto to był?
-Było strasznie ciemno, a gdy otworzyłam drzwi na wycieraczce właśnie leżało te pudełko.
-No to nic! Idę do szkoły! Może Wiki zrobiła mi taką miłą niespodziankę!-powiedziałam wychodząc już ubrana z domu.
Dziś nie miałam ochoty iść na nogach, więc poszłam na najbliższy przystanek autobusowy i wsiadłam do autobusu nr 165. Usiadłam z tyłu. Obok mnie siedział pan, który nie pachniał najlepiej.
-Dzień dobry młoda damo! Masz dla mnie jakieś 20 groszy? Jestem bardzo głodny!-powiedział
-Przepraszam pana, ale nie mam przy sobie żadnych pieniędzy.
-A jakaś bułka?
-Muszę zostawić do szkoły.
Autobus zatrzymał się naprzeciwko szkoły. Wysiadłam. Przy wejściu do szkoły zauważyłam Wiki i Dome. Widać było, że po pierwsze-było im zimno-po drugie-czekały na mnie
Razem weszłyśmy do szkoły. Włożyłam do szafki kurtkę i inne.
-Jaki śliczny naszyjnik!-powiedziała Wiki dotykając go.
-Moja mama znalazła go przed drzwiami w pudełku. Nie wiem od kogo to, ale jest naprawdę piękny!
Obok nas przeszedł Adam spoglądając na naszyjnik. 
-Chodźcie! Musimy się jeszcze na W-F przebrać!-powiedziałam ciągnąc dziewczyny za ręce.



sobota, 9 sierpnia 2014

Undici

Z niechęcią poszłyśmy do klasy na lekcję polskiego. Zajęłam miejsce z tyłu a obok usiadła Wiki. Położyłam plecak na krzesło i wyciągłam książkę, zeszyt i piórnik i położyłam na ławkę. Wszedła pani nauczycielka i zaczęło się... 45 minut siedzieć w ławce i słuchać głupot. Otworzyłam zeszyt, wzięłam ołówek do ręki i zaczęłam w szkicować dziwne coś. Pogrążyłam się w swoich najskrytszych marzeniach i wszelkiego rodzaju wymysłach. Rysowałam jak w transie, nikt nie był w stanie mnie z niego wyrwać. Nagle poczułam zimną rękę na ramieniu, podniosłam głowę i nie, nie była to pani. Był to dziwny stwór którego narysowałam, był ohydny, a jego ręka śliska. Dopiero po kilku sekundach zrzuciłam rękę stwora z ramienia. Zamknęłam zeszyt i odłożyłam ołówek. Przetarłam oczy i znów pokazała się klasa. Pani coś tłumaczyła, a wyraz twarzy Wiki mówił jednoznacznie, że nie jest zbyt zainteresowana tym co jest napisane na tablicy.
-Czy ktoś jest chętny do tablicy?-powiedziała pani-Nie? To może Klaudia?
I nagle usłyszałam donośny dźwięk dzwonka który wzywał uczniów na przerwę. Wszyscy wzięli  swoje przybory i wyszli. Tak też zrobiłam ja i Wiktoria. Wychodząc z klasy, przez moje zamyślenie ktoś niechcący szturchnął mnie i moje książki wyleciały z rąk. Schyliłam się żeby je podnieść tak zrobił też chłopak który mi je wytrącił. Nasze spojrzenia spotkały się w jednym punkcie. Długo nie umiałam oderwać wzroku od jego oczu. Lecz w końcu podniosłam książki i bez słowa oddaliłam się z Wiktorią.
Reszta lekcji była jeszcze nudniejsza od polskiego. Ten dzień w szkole był strasznie monotonny. Przerwa, lekcja. przerwa, lekcja i tak do końca.
Po lekcjach poszłam do Wiktorii odrobić zadanie, pouczyć się trochę i opowiedzieć jej sen. Zadanie miałyśmy z matematyki i polskiego. Ja pomogłam Wiki w matmie a ona mi w polskim. Dziś nie chciało mi się uczyć, więc po odrobionych lekcjach przeszłam do tematu mojego snu. Opowiedziałam wszystko, co do najmniejszego szczegółu. Wiktoria zasypiała ze zmęczenia, albo z nudów.. Tego to ja już nie mogę stwierdzić. Zgłodniałyśmy. Poszłyśmy do kuchni i ugotowałyśmy naleśniki z dżemem truskawkowym. Bardzo mi smakowały. Dochodziła godzina 20:00. Zebrałam wszystkie moje rzeczy, pożegnałam się z Wiki i poszłam do domu. Po drodze w głowie krążył mi ten piękny nieznajomy chłopak. Nic o nim nie wiem, ale był naprawdę przystojny. Gdy doszłam do domu, powiesiłam klucze na haczyk, ściągnęłam buty, rozebrałam kurtkę i inne duperele i poszłam  do pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Myślałam, że zaraz się zarwie, ale tak się nie stało. Była godzina 20:30 a już czułam zmęczenie. Włączyłam komputer i weszłam na facebook'a. Zobaczyłam, że ktoś chce dodać mnie do znajomych. Klikłam na profil tej osoby i zobaczyłam, że to ten chłopak. Bez wahania przyjęłam jego prośbę.      


czwartek, 7 sierpnia 2014

Dieci

Zerwałam się z łóżka i przy okazji zleciałam z niego i uderzyłam się w łokieć.
-Ała!-krzyknęłam z bólu trzymając mój łokieć.
-Ojojojo! Mała dziewczynka uderzyła się w łokietek?!-powiedziała moja mama łaskocząc mnie-Przecież to nic poważnego! Tylko stłukłaś łokieć, a to nie zmienia faktu, że musisz iść do szkoły! Teraz maszeruj do łazienki czy gdzie tam idziesz!
-Dobra, dobra...-odpowiedziałam mamie wstając z podłogi.
Wszystko jest... Jakieś inne! Chyba znów pójdę spać i będę żyć we Włoszech! Jest dużo lepszy kraj niż Polska! Zacznijmy od tego, że jest piękniejszy, ale to wszystko kwestia gustu. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam biały puch spadający z nieba i ludzi odśnieżających swoje auta, żeby jakoś jeszcze dotrzeć do pracy. Jednym słowem, a może kilkoma-wszystkiego mi się odechciało. Znów ubierać te wszystkie szaliki, czapki, rękawiczki i ciepłe kurtki. Koniec marudzenia! Przynajmniej jednym plusem jest to, że jak przyjdę do szkoły to spotkam się z Wiki i Pauliną, ale Paula nie będzie tym razem tajnym agentem! Jak przyjdę to wszystko opowiem!
Po tych przemyśleniach znów nabrałam ochotę na wszystko.
Tradycyjnie tak jak zawsze co jest już mega nudne. Poszłam do łazienki. Ubrałam się i lekko pomalowałam, bo nie lubię jak ktoś jest strasznie mocno pomalowany, lub jak ma nienaturalny kolor podkładu. Znów nie wiedziałam co zrobić ze włosami, więc chwyciłam do ręki wypełniacz do koka i zrobiłam koka. Sprawdziłam czy na pewno mam wszystko co potrzebne do szkoły, wzięłam telefon i klucze do kieszeni i wyszłam. 
Śniegu!! Dlaczego!?
Po raz kolejny nie chciało mi się iść do tej szkoły i do godziny 15:30 słuchać głupot, ale poszłam. Po drodze spotkałam Dominikę, moją dobrą koleżankę.
-Czy tylko ja nie lubię śniegu?!-zapytałam Domi
-Oj, chyba nie!
Szłyśmy do szkoły rozmawiając o śniegu i nie tylko. Gdy tylko doszłyśmy w oczy rzuciła mi się grupka osób paląca papierosy przy aucie. Chyba nie muszę się wypowiadać na ich temat!
-Ziiiiimoo!!-powiedziała do mnie Doma trząsać się z zimna.
Weszłyśmy do budynku szkoły. Podłoga była cała brudna z roztopionego śniegu i sprzątaczki nie umiały nadążyć nad sprzątaniem tego wszystkiego. Bez zbędnego zastanowienia ściągłam kurtkę i resztę tego wszystkiego i poszłam do szafki żeby to schować. Nagle, gdy je chowałam ktoś rękami o zapachu kwiatów pomarańczy zakrył mi oczy.
-Zgadnij! Kim jestem!-powiedział ten ktoś, kto zakrył mi oczy.
-Na pewno jesteś dziewczyną, bo twoje ręce pachną pięknie, więc... Wiki?
-Tak!-opowiedziała Wiku zdejmując swoje ręce z moich oczu.
-Gdzie jest Paulina?-zapytałam
-Nie mówiła ci? Pojechała z rodzicami w góry w ramach ferii zimowych.
-No nie mówiła. A tak apropos... Jakiego używasz kremu do rąk?
-To nie krem do rąk. To nowy le petit marseillais o zapachu kwiatu pomarańczy! Patrz!-Wiki wyjęła z plecaka wielką butelkę właśnie tego żelu pod prysznic.-Chcesz powąchać?
-Serio?!
-No chciałam, żeby to było tak jak w tej reklamie!
Wszystko zepsuł dzwonek na lekcję.

niedziela, 11 maja 2014

Nove

*Następnego dnia*
Obudziłam się i tak jak każdego dnia poszłam do toalety. Ubrałam się i obudziłam Wiki która JESZCZE spała -,,-.
-Wiki!? Czy ty masz zamiar wstać dziś czy jutro?
Myślałam, że moje pytanie jest oczywiste... Jednak tak nie było. Czy tylko ja jestem taką inteligentną osobą :3.
-Zawsze to samo! Klaudia! Weź ey! Chcę spać.
Jak powiedziała tak zrobiła, spała dalej. Ja uznałam, że nie mogę tak bezczynnie czekać aż wstanie więc napisałam jej karteczkę, że idę na plażę i że jak się obudzi to jeżeli chce to może dołączyć do mnie. Poszłam na plaże, tradycyjnie położyłam swoją torbę na leżak. Wzięłam portfel do ręki i poszłam do baru na plaży, aby kupić lody.
-Due gusti gellato in corno per favore. Nocciola e fragola.
Dostałam moje pyszne lody. Ach! Gdybyście jedli kiedyś takie pyszne lody! Jestem normalnie w siódmym niebie. Po jakimś czasie Wiki doszła do mnie strasznie zaspana.
-Widzę, że się nie wyspałaś-zapytałam
-Wyspałabym się gdyby KTOŚ mnie nie budził!-odpowiedziała po czym położyła się na leżak i zaczęła coś czytać, nie spojrzałam co.
Obok nas bawiły się dzieci w piasku. Budowały sobie zamki z piasku. Ten dzień był taki piękny! Tylko szkoda, że już ostatni...
Po udanym dniu na plaży poszłyśmy do pizzeri na pizze. Była pyszna tylko szkoda, że ostatnia...
Wróciłyśmy do hotelu. Ja już zaczęłam się pakować a Wiki padła na łóżko ze zmęczenia.  Tak bardzo chciałam zostać we Włoszech. Czuję się tu jak w domu! Nie chce wracać!
*Następnego dnia*
-KLAUDIA! WSTAWAJ! ZA 45 MINUT MUSIMY BYĆ NA LOTNISKU!-obudziła mnie Wiki.
-Już wiem dlaczego nie lubisz gdy cię budzę.
Tradycyjnie ogarnęłam się ubrałam coś po czym wzięłam w rękę walizkę i wyszłam do recepcji. Czekała już tam na mnie Wiki.
-Taxi już na nas czeka-oznajmiła po czym wyszła przed hotel.
Wsiadłam do taxi i pojechałyśmy na lotnisko. Wyszłyśmy z auta i poszłyśmy na samolot.
*Po około 30 minutach lotu*
"Uwaga! Mamy drobne problemy sterownicze. Proszę zapiąć pasy i nie panikować"-powiedział ktoś po czym samolot zaczął gwałtownie spadać w dół. Życie przeleciało mi przed oczami. Byłam pewna, że to mó ostatnio lot i dzień. Złapałam Wiki za rękę, wtuliłam się desperacko i zaczęłam płakać. Samolot rozbił się i wszyscy zginęli.
*Poza moim snem*
-KLAUDIA WSTAWAJ JUŻ ZA 45 MINUT MUSISZ BYĆ W SZKOLE!
okazało się, że to wszystko było tylko moim snem.





sobota, 3 maja 2014

Otto

Ubrałyśmy swoje stroje kąpielowe, zapakowałyśmy swoje torby i udałyśmy się na plaże smażyć się na słońcu. 
Dotarłyśmy na plażę, położyłyśmy torby na leżaki i poszłyśmy porobić sobię zdjęcia nad morzem. Ja jak zwykle zrobiłam sobie zdjęcie nad morzem a Wiki musiała koniecznie wejść na jakiegoś kamienia i tam chciała zdjęcie. 
Wszystko szło jak trzeba dopóki Wiki nie poślizgła się i wpadła do wody. Wpadłam w panikę, weszłam na skałę i zobaczyłam czy Wiki jeszcze żyje. Owszem, żyła i trzymała się na szczęście skały więc kucnęłam i podałam jej rękę a Wiki wciągnęła się po niej.
-Mówiłam!!!-krzyczałam do Wiki.
-Fajnie było, ale dziękuje ci, że uratowałaś mi życie.-odpowiedziała sarkastycznie.
 Po tym przeżyciu poszłam do plażowego baru i zamówiłam dla mnie i Wiku granity. Jakby ktoś nie wiedział co to jest to jest to skruszony lód z syropem owocowym o różnych smakach. Ja chciałam o smaku cytryny natomiast Wiki o smaku arbuza. Poszłam do Wiki z granitami które zamrażały moje dłonie ale to tylko taki mały szczegół. Wypiłyśmy nasze napoje i położyłam się na leżak i zaczęłam czytać książkę, a moja przyjaciółka włożyłam do swoich uszu słuchawki i włączyła mp4. Minęła godzina. Obróciłam się na plecy żeby również je opalić.
***
Po udanym dniu spędzonym na plaży zmęczone słońcem poszłyśmy do hotelu, wypakowałyśmy rzeczy z toreb które miałyśmy na plaży i włączyłam telewizor.
-Klaudia... Wiesz co?
-What? 
-GŁODNA JESTEM!
-Ja w sumie też.
Poszłyśmy do jakiegoś tam pierwszego lepszego sklepu i kupiłyśmy parę bułek, jakąś szynkę. Wróciłyśmy do hotelu i zjadłyśmy naszą wykwintną kolacje. 
-Klaudia... Nadal jestem głodna!
-Wiki! Jestem mądra! Chodźmy do hotelowej restauracji!
-Dopiero teraz na to wpadłyśmy! Serio?
***
Zjadłyśmy coś tam w tej restauracji. Znów wróciłyśmy do pokoju i  teraz to ja poszłam się umyć i przebrać w piżamę.

sobota, 26 kwietnia 2014

Sette

Dzień zakupów!
Obudziłam się o godzinie 8:00. Poszłam do łazienki na palcach, ponieważ nie chciałam budzić Wiktorii! Ona tak słodko spała! A więc tak jak mówiłam, poszłam do łazienki, ogarnęłam swoje włochary, umalowałam się ubrałam i takie tam dziewczęce rzeczy! Doszła godzina 9:00. Wiktoria nadal spała! Jaki śpioch! Nie poujmuję tego, jak można aż tak długo spać! Obudziłam Wiki.
-Klaudia! Jaki ja miałam piękny sen!-powiedziała bardzo zaspanym głosem-pozwól, ze ci go opowiem.
-Dobra! Opowiadaj-odpowiedziałam prostując swoje włosy.
-Śniło mi się, że zjadłam magiczną fasolkę-żelka i zamieniła się w jednorożca! Ty byłaś krasnalem na końcu tęczy! Patatajtałam sobie długo i nagle zobaczyłam tęcze. Uznałam, że muszę iść na drugi koniec i zobaczyć, czy będzie tak krasnal z kociołkiem złota.
-Wiki! Skończ już, ale sen bardzo oryginalny. Musisz się w końcu ogarnąć, bo jakbyś zapomniała to jedziemy do sklepu!
Wiki czym prędzej wybrała ze swojej szafy coś do ubrania, szybko pobiegła do łazienki i za około 15 minut była już gotowa! To było bardzo zaskakujące, bo ona zawsze miała na wszystko czas i nigdy tak szybko się nie ogarnęła. Wiki wzięła swój telefon i włożyła go do torebki, po czym zarzuciła na siebie kurtkę jeansową.
-Jestem gotowa!-powiedziała jakby była w wojsku.
*30 minut później*
Dotarłyśmy do centrum handlowego i zaczęłyśmy chodzić i oglądać ubrania. Przy zakupach towarzyszyły nam ciągle takie zdania:
"Klaudia chodź tu". "Wiki nie tam nie pójdziemy, bo jest za drogo". I różne takie głupie zdania.
Po około 3 godzinach Wiki zaproponowała, żebyśmy poszły na milkshake. Tutaj macie zdjęcia moje i Wiku.



Wiktoria kupiła sobię aż dwa, bo uznała, że jeden jej nie wystarczy!
Wróciłyśmy do hotelu i uznałyśmy, że jest dopiero godzina 13:00 więc wypakowałyśmy nasze zakupy i poszłyśmy na plaże.
Oto moje zakupy.












Zakupy Wikuś





Kupiłyśmy również sobię naszyjniki:

Zmiany w kolorowych bohaterach kolorowego życia

Hej! Więc tak! Ten post jest postem informacyjnym, ponieważ zrobiłam zmianę w bohaterach. Nic wielkiego tylko zmieniłam niektóre dziewczyny.
Tak, tylko to chciałam powiedzieć! Zobaczcie sami, że ta zmiana jest naprawdę kosmetyczna. Dziękuję, że czytasz tego bloga i mam nadzieje, że jest w miarę ciekawy.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Sei

Po długim dniu spędzonym na plaży uznałyśmy, że to odpowiedni moment żeby pójść na pysznościowe włoskie lody! Lodziarnia nie była specjalnie daleko, więc doszłyśmy tak w mniej więcej 5 minut. Wiku oczywiście musiała zrobić zdjęcie lodziarni. Czy jej się to kiedyś znudzi? Oto jest pytanie! Lody wyglądały tak przepysznie!
Gdybym mogła na pewno kupiłabym całą tą lodziarnię i pochłonęła je wszystkie za jednym zamachem! Wybór był bardzo trudny, bo było ponad 50 smaków lodów! Po długiej chwili namysłu wybrałam lody krówkowe oraz ciasteczkowe. Natomiast Wiktoria wybrała malinowe oraz czekoladowe. Zamówiłam lody i zaskoczyłam Wiku moimi umiejętnościami z języka Włoskiego.  
Zgadnijcie co zrobiła Wiki gdy dostałyśmy nasze lody! Tak! Zrobiła zdjęcie! Były bardzo pyszne i po zjedzeniu poszłyśmy do naszego pięknego hotelu pod nazwą LIBERTY i... Poszłam spać! Bo była godzina 23:54! 
*NASTĘPNEGO DNIA*
W Roseto jesteśmy już ponad tydzień i powoli zbliża się nieubłagany dzień wyjazdu do domu. Ale to jeszcze tak szybko nie przyjdzie! Mamy jeszcze tydzień! Uznałyśmy, że dzień dzisiejszy jest idealnym dniem do zrobienia zakupów! Jej! 




poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Cinque

Popatrzałyśmy na siebie i pobiegłyśmy do naszego pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu nasze telefony leżały w tych samych miejscach co je zostawiłyśmy.
-Idziemy gdzieś?-zapytałam Wikuś.
-Klaudia! Przecież jest już godzina 22:00. Ja się idę kąpać i pooglądam sobie jeszcze telewizję.-odpowiedziała Wiku.
-W sumie...
Ładnie się wyprysznicowałyśmy i oglądałyśmy telewizje. Oczywiście na nasze nieszczęście leciało  coś o tajnych agentach. Widać było, że Paula nie była tym zadowolona! Wszystko składa się w jedną całość!
*Następnego dnia*
Obudziły mnie jakieś dziwne szelesty, była około godzina 7:00. Rozglądam się po pokoju... Czegoś mi brakowało, nie, nie czegoś tylko kogoś! Paulina zniknęła! Na stoliku leżała karteczka, pisało na niej:
"Muszę już wyjeżdżać, dziękuje wam bardzo, że dałyście mi miejsce do spania".
Jak najszybciej obudziłam Wikuś i pokazałam jej to wszystko.
-To wszystko prawda! Paulina jest szpiegiem! A my dałyśmy się na to wszystko nabrać! Jakie my jesteśmy naiwne!-krzyczała ze złości Wiku.
-Wiki, najważniejsze jest to, że wszytko znów jest tak jak było i mamy wszystkie nasze rzeczy.
-Dobra... Idziemy jeszcze na plażę?-zapytała
-Jestem za!
 Po kilkunastu minutach przygotowań byłyśmy już gotowe żeby pójść na plażę. Tak! Znów mamy coś takiego samego! Tym razem jest to strój kąpielowy! Mamy go w paski, tyle że Wiku ma z czerwonymi dodatkami. Bez zbędnego gadania poszłyśmy się zrelaksować na plażę. Powiesiłyśmy nasze torby na parasole, ściągałyśmy sukienki i położyłyśmy się na leżak. Było tak cieplutko i tak przyjemnie. Mogłabym tak całymi dniami siedzieć. Wszystkie niemiłe rzeczy które się dziś i wczoraj przydarzyły poszły w niepamięć. Bawiłyśmy się świetnie, oto kilka zdjęć które zrobiła Wikusia.




środa, 16 kwietnia 2014

Quattro

Nie bójcie się. Paula przeżyła. Razem z dziewczynami uznałyśmy, że pójdziemy plażą. Morze i plaża jest takie piękne. Na jakiejś plaży zauważyśmy, że jest jakaś imprezka, więc bezzwłocznie udałyśmy się tam. Usiadłyśmy sobię przy stole.
-Pójdę do toalety-oznajmiła Wiki i zostawiła torebkę na krześle.
-Poczekaj!!! Idę z tobą!!!-oznajmiłam Wiki i również zostawiłam swoją torebkę na krześle.
*10 minut później*
Wróciłyśmy z toalety. Coś mi brakowało w torebce, ale szybko o tym zapomniałam i świetnie bawiłam się z dziewczynami.
Wszystko co dobre kiedyś się kończy niestety musiałyśmy już wrócić do hotelu. Paulina po drodze dostała jakiś dziwny telefon. Coś tam mówiła, że odzwoni za 10 minut bo teraz nie może rozmawiać. Kurczę! Coś mi tu ciągle nie pasuje, tylko sama nie wiem co! Dotarłyśmy do hotelu. Paulina właśnie odzwaniała do osoby, która 10 minut temu do niej dzwoniła.
-Zaraz wracam-powiedziała Paula i wyszła z pokoju.
-WIKI!!!-szepnęłam
-CO??
-BĄDZ CICHO BO CHCE USŁYSZEĆ O CZYM ROZMAWIA PAULA PRZEZ TELEFON.
-szefie, muszę jeszcze nad tym popracować, to nie jest takie proste! Jeszcze nie mam potrzebnych rzeczy.-rozmawiała Paula przez telefon
Tylko to nam się udało usłyszeć. Gdy Paulina wchodziła do pokoju ja i Wiki udawałyśmy, że rozmawiamy przez telefon z naszymi rodzinami. Napisałam do Wiki sms:
"Tobie też coś brakuje w torebce?"
"Tak mi się wydaje, ale nie jestem pewna. Sądzisz, że ona może być jakimś szpiegiem czy coś?'
"Wyjdzmy na spacer, nie będziemy pisać jak jakieś nie normalne"
Wyszłyśmy na naszą plażę, nadal nie uwieżając, że taka niewinna osoba jak Paula może być kimś, kim naprawdę nie jest.
-Musimy uważać na każdy krok! Nie wiadomo kim ona jest i na co może wykorzystać, to co mamy w pokoju czy w telefonie. TELEFONIE!!! WIKI MUSIMY KONIECZNIE SKASOWAĆ WSZYSTKIE SMS!!!-powiedziałam strasznie spanikowana tą sytuacją w której się znajdujemy.
-Jesty tylko jeden maluteńki problem... Z tego wszystliego zostawiłyśmy nasze telefony w pokoju... Z Pauliną. - odpowiedziała nie mniej spanikowana Wikuś.

.

Tre

-Jaką zamawiamy pizze?-zapytała Paula
-Quattro formaggi-odpowiedziałam
-Peperoni-Wiki
-Ja chyba wezmę po prostu margarite.-oznajmiła Paula-moją ulubioną.
-Zawołacie kelnera.-powiedziała zdesperowana Wiku.
-Sam przyjdzie!-odpowiedziałam.
*10 długich minut później*
Zamówiłyśmy już nasz pizze a wyglądały dużo lepiej niż te nasze pizze z Polski. Oczywiście Wiktoria musiała zrobić zdjęcie, ale pizzy Pauli.
-Ja już jem, nie wiem jak wy-powiedziałam do dziewczyn zniecierpliwiona.
-Wygląda przepysznie!- powiedziała Wiki.
Paulina nic, a nic nie mówiła, bo była pochłonięta pysznością tej pizzy. 
-To po pizzy idziemy na jakąś imprezkę?-zaproponowałam dziewczyną.
-Ja jestem za!-odpowiedziała na wszystko zgodna Wiktoria.
-Przepraszam, ale ja nie mam dziś ochoty na imprezy, więc zostanę w hotelu.-powiedziała Paula.
-Ok to pójdziemy razem!-powiedziałyśmy ZNÓW to samo w tym samym momencie z Wiki i ZNÓW popatrzałyśmy na siebie jak na jakieś wariatki.
*20 minut później*
Zjadłyśmy i zapłaciłyśmy za nasze jakże pyszne pizze i wszystkie udałyśmy się do naszego hotelu, żeby przebrać się na imprezę. Po drodze rozmawiałyśmy co my to nie będziemy robić na imprezie. Jak zwykle Wiku MUSIAŁA poruszyć bolesny temat dla mnie a mianowicie temat chłopców -,-. Doszłyśmy na miejsce.
-Idę się wyszykować-oznajmiłam Wiktorii, która już coś robiła ze swoimi włosami.
-Ja też!-krzyknęła do mnie Wiki z łazienki.
*PO 30 MINUTACH*
Byłam ubrana piękną sukienkę, a zgadnijcie w co Wiki. Tak też w sukienkę o tym samym kolorze! Dobra nie ważne, jakoś przeżyjemy.
-Paula, na pewno z nami nie idziesz?-zapytałam.
-W sumie... Też pójdę! Dajcie mi 30 minut!-mówiła do nas już zabiegana.
Czekałyśmy tylko 30 minut, a wydawało się jakby była to wieczność. Paula była również pięknie ubrana. Wyszłyśmy z hotelu i szukałyśmy odpowiedniego dla nas lokalu.
-Może wejdziemy tu?-zaproponowała Paulina.
-Dobra-opowiedziałam.
W środku byli sami męzczyźni... 
-Chyba nie zrozumiałyśmy co pisze na wejściu...-Wiki
Cofnęłyśmy się i przeczytałyśmy co pisało...Chyba nie muszę mówić! Wstyd. :3
-Poszukajmy czegoś innego!-zaproponowałam.
-Koniecznie!-odpowiedziała nadal zawstydzona Wiki.
Szłyśmy nadal w celu poszukiwań odpowiedniego lokalu, aż tu nagle, zamyślona Paulina potknęła się o duży kamień i upadła. Podbiegłyśmy do niej. -Paula! Coś ty zrobiła?!-powiedziała Wiki. Paula nawet nie odpowiedziała na pytanie Wiku, poprostu wstała i otrzepała się z piasku.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Due

Nagle zobaczyłyśmy dziewczynę, która siedziała na murku i płakała. Wiki podeszła do niej i zapytała się:
-What happened to you?-zapytała
-Wiki, ona cię na pewno nie rozumie!-szepnęłam do Wiktorii, a dziewczyna płacząca na murku podniosła głowę, tak jakby rozumiała co powiedziałam do Wiki.
-Zgubiłam się w tym mieście!-powiedziała zapłakanym głosem dziewczyna.
-Widzę, że jesteś z Polski! A ja tak się męczyłam żeby spytać się Ciebie po angielsku!-Wiki
-Jak masz na imię?-zapytałam
-Paulina.-powiedziała zapłakana.
-Ja jestem Klaudia, a to jest Wiki-przedstawiłam Pauli nas.
-Sytuacja jest kiepska! Przyjechałam tu żeby się opalać a jak przyszłam do mojego Hotelu to okazało się, że nie ma rezerwacji na moje nazwisko! Myślałam, że mnie szlak trafi!
-Ey... Klaudia! Przecież mamy jedno łóżko wolne w naszym pokoju!-powiedziała Wiki uradowana.
-Właśnie! Możemy odstąpić ci te łóżko!-powiedziałam Pauli.
-Naprawdę? Przecież nawet się nie znamy.-Paula.
-Nie ma problemu!
-Już was kocham!
-To idziemy do hotelu?-zapytała Wiki
-No raczej tak!-Paula
Zaprowadziłyśmy Paule do hotelu i pokazałyśmy jej swoje łóżko. Widać było, że nie spodziewała się, że zaproponujemy jej coś takiego.
-Jaki piękny pokój!-powiedziała szczęśliwa Paulina.
-Ogarnij się i idziemy na pizze!-powiedziałam
-Dajcie mi 30 min!
*30 MINUT PÓŹNIEJ*
Paula była ubrana tak ślicznie! Dobra ale już wam nie pisze naszego dialogu, bo był taki sam jak zawsze.
-Gotowa?-zapytała Wiki Paule
-Jasne!-odpowiedziała.
-Gdzie jest jakaś dobra pizzeria?-zapytałam
-Wejdziemy do pierwszej lepszej! Tu wszystkie pizzerie są dobre! Przecież jesteśmy we Włoszech!-Wiku
-O patrzcie! Ta wygląda całkiem fajnie!-powiedziała zadowolona Paulina.
-Wchodzimy!-powiedziałam razem z Wiki po czym spojrzałyśmy się na siebie jak jakieś wariatki. 


Uno

Weszłyśmy do naszego czterogwiazdkowego hotelu i podeszłam do recepcji się zarejestrować. Recepcjonista dał mi numer naszego pokoju, a był nim numer trzy. Poszłyśmy wzdłuż korytarzu aż natrafiłyśmy na nasz pokoik. Był bardzo piękny. Wiki oczywiście musiała zrobić zdjęcie, bo jakby nie zrobiła to by dostała gorączki lub ataku padaczki, przynajmniej tak mi to tłumaczyła. Nie wnikam w jej jakże bardzo sensowne tłumaczenia... ach ta moja Wiktusia.
-Klaudia...To miał być pokój dwuosobowy!-Wiki
-Przecież taki rezerwowałam!-odpowiedziałam rozwścieczona
-Dobra!
-To co dziś zostajemy w hotelu i się rozpakowujemy a potem idziemy na podbój miasta, czy będziemy siedzieć w tym pokoju i rozmawiać o głupich głupotach?-zadałam pytanie Wiktorii która siedziała na łóżku i rozmyślała.
-Co mówiłaś?-powiedziała Wiki, jakby dopiero wstała.
-Dziś zostajemy w hotelu i się rozpakowujemy a potem idziemy na podbój miasta, czy będziemy siedzieć w tym pokoju i rozmawiać o głupich głupotach?-powtórzyłam zamyślonej dziewczynie.
-Nie mam dziś ochoty na żadne imprezy-oznajmiła.-Mam ochotę po prostu przejść się po promenadzie i zaznajomić się z miastem.
-Dobra, to teraz się rozpakowujemy?-zapytałam.
-Owszem.
W mojej walizce panował nieskazitelny porządek, nie to co w moim pokoju. Po wypakowaniu się okiełznałam moje włosy i ubrałam się w mój ulubiony wakacyjny strój.
-Uhuhu!! Klaudi! Piękny strój-zachwalała mnie Wikuś.
-Bez przesady! Stary top i zwykłe spodenki jeansowe! Ale i tak dziękuje.-opowiedziałam.
-Skromna jak zawsze!
-Ty wyglądasz tysiąc razy lepiej niż ja w tym momencie.
Wiktoria ubrała strój widoczny na zdjęciu obok.
-Może zamiast wychwalać swoje stroje wyjdziemy w końcu z tego hotelu?!-powiedziałam
-Tak! Świetny pomysł.
Wyszłyśmy! Sukces normalnie! 
-Te miasto jest takie śliczne!-Wiki-Ciekawe czy chłopców mają równie ślicznych!
-Przecież powiedziałaś, że nie masz ochoty chodzić na żadne imprezy!
-Ale to nie stoi na przeszkodzie abyśmy poznały jakiś przystojniaków!
-Niby nie! Ale obiecałyśmy sobie, że jedziemy wypoczywać, a nie zawierać jakieś nowe związki!
-Dobraa.
Chodziłyśmy po promenadzie i zachwycałyśmy się pięknem wszystkiego co w około nas się znajdowało.  




poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Prolog

To właśnie ten dzień! Nie mogę uwierzyć w to co się teraz dzieje! Jestem na lotnisku z moją przyjaciółka która sprawia, że nawet w te dni, które nie należą to tych najbardziej udanych, pojawia się na mojej twarzy uśmiech. Zapomniałam dodać rzeczy najważniejszej, jadę z nią na wakacje do Roseto we Włoszech.
-Boisz się latać samolotem?-powiedziała ze strachem w głosie Wiktoria.
-Wiki, widzę że za dużo naoglądałaś się filmów o katastrofach samolotowych! Nie masz się czego bać, przynajmniej mam taką nadzieję.-odpowiedziałam stanowczo Wiktorii na zadane pytanie.
-Właśnie!!! Masz taką nadzieję, ale czy tak będzie to nikt nie wie!
-No może i nie wiem, ale trzeba być dobrej myśli.
-Jak będę się bała to wezmę twoją rękę i zacznę ją gryźć, dobrze?
Moja pierwsza myśl na to co powiedziała Wiki to że jest kanibalem. Więc tak jej odpowiedziałam. Nagle z głośników w lotnisku zaczęto mówić o naszym locie, a mianowicie to że pasażerów prosi się o udanie się do odprawy. Więc bez większej chwili namysłu poszłyśmy do strefy odpraw.

*PO 30 MINUTACH*
-Klaudia!!! To się dzieję naprawdę!!! Lecimy w samolocie który się jeszcze nie rozpadł!!! Wiec z tego powodu pójdę spać.-powiedziała rozentuzjazmowana Wiki.
-Tak! Świetny pomysł! Też idę spać.-odpowiedziałam Wiktorii.
Jak powiedziałyśmy, tak zrobiłyśmy. Wyciągam moją poduszeczkę i zasnęłam. Spało mi się tak dobrze, że Wiki nie umiała mnie obudzić. 

-KLAUDIA!!!-krzyczała Wiktoria próbując mnie obudzić, lecz bez skutku-CZY TY NAPRAWDĘ MNIE NIE SŁYSZYSZ!!!
-Halo? Co się dzieje?-odpowiedziałam zaspanym głosem.
-Od kilkunastu minut próbuję obudzić taką dziewczynę śpiącą obok mnie...
-Śmieszne!! Ale ja już wstałam.
-Tak, bo cię obudziłam!-marudziła nadal Wiktoria.
-Wiesz...Taki piękny sen mi się śnił...
-Opowiadaj
-Więc tak... Śniło mi się, że jesteśmy w już w Roseto i opalamy się na leżakach plażowych, przy morzu. Kąpiemy się w cieplutkim morzu i chlapiemy się nawzajem słoną wodą... Ach! Nie umiem się już tego doczekać!-opowiedziałam sen Wiktorii.
-Klaudia, WYSIADAJ!-znów krzyknęła do mnie.
-Dobra, dobra.
Wysiadłyśmy z samolotu i rozentuzjazmowane pobiegłyśmy do wyjścia. 
-WIKI!!! JESTEŚMY!!!-oznajmiłam Wiktorii
-Przecież wiem.-odpowiedziała Wiki na moje jakże mądre zdanie.
-Ok, wszystko spoko, tylko... GDZIE JEST NASZ HOTEl??
-Przecież to ty miałaś to wiedzieć!!-opowiedziała Wiki zdenerwowana.
-Dobra... Tylko nie panikujmy! Spytamy się miejscowych. Na pewno ktoś będzie wiedział!
Na ulicy na której się znajdowałyśmy było bardzo dużo ludzi, więc spytałam się jednego z nich gdzie jest Hotel Liberty, a przechodzeń odpowiedział, że wystarczy abyśmy poszły prosto i skręciły w drugą przecznice w lewo.
*PO 10 MINUTACH*
-Dotarłyśmy-powiedziałam rozentuzjazmowana
-Jaki piękny hotel! Poczekaj! Muszę zrobić zdjęcie.