poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Quindici

Po obejrzeniu filmu wstałam z łóżka. Na biurko położyłam laptopa. Zauważyłam na nim kartkę, prawdopodobnie z rysunkiem Wiktorii. Wzięłam ją do ręki i nie zobaczyłam na niej pająka, tylko piękny rysunek W pełni się z nim zgadzam. Wzięłam pinezkę i przypięłam go na moją tablicę gdzie miałam więcej rysunków mojej przyjaciółki i Pauliny.
W przypadku do mnie to one naprawdę pięknie rysują. Wchodząc do łóżka znów zabrałam ze sobą laptopa. Włączyłam czat. Była godzina 22:39, więc nie zdziwiło mnie to, że dostępne były tylko cztery osoby. Między nimi była Wiki i Adam. Chciałam do niej napisać, ale gdy już miałam to zrobić z jej imienia znikła ta magiczna, zielona kropka. Do Adama nawet nie miałam zamiaru pisać... Jakoś nigdy nie umiałam się z nim dogadać. Wyłączyłam laptopa i położyłam go na mojej szafce nocnej, przykryłam się kołdrą. Zasnęłam.

***

Nagle coś dziwnego mnie obudziło. Nie był to szum wiatru... Ten dźwięk był nie do określenia. Strasznie mroczny i tajemniczy. Zerwałam się z łóżka i pomknęłam do okna. Tam zauważyłam, że był to sąsiad, który ciągnął duży, czarny worek w stronę swojego domu. Moja pierwszą myślą było to, że ma on tam zapas ziemniaków na dłuższy czas, ale po dłuższym czasie namysłu, zdałam sobie sprawę, że to jest niedorzeczne. Położyłam się spać.

Wstałam około 6:00 więc leżałam w łóżku i o 7:00 poszłam ubierać się do szkoły. Ubrana zeszłam na dół zjeść śniadanie. Tym razem płatki z mlekiem. jedząc płatki do drzwi zadzwoniła Wiki. Zostawiłam płatki, szybko się ubrałam i wyszłam z Wikuś do szkoły.   

niedziela, 17 sierpnia 2014

Quattordici

Po obiedzie poszłyśmy do mojego pokoju, włączyliśmy komputer, żeby wejść na facebook'a, ale nie mojego tylko Wiki.
-Klaudia! Zobacz! Adam do mnie napisał!!-powiedziała uradowana
-No to może odpisz?
-No ale co? Przecież to jest takie trudne!!
-Na serio nie wiesz co odpisać na "Hej"?
-Może odpisze "Hej"? Co ty na to?
-Dobry pomysł!
Także, Wiki odpisała Adamowi, a ja poszłam do toalety.. chyba nie muszę mówić po co..
Wróciłam z toalety.
-Klauduśku?! Adam się o ciebie pyta!
-A co?
-Czy nie jesteś obrażona, że zbił cię jako pierwszą osobę.
-Może! Nie wiem! A zresztą to ty z nim piszesz a nie ja! Kończ tą beznadziejną rozmowę i chodź ze mną porysować.
-No dobrze! Ale czy ty tego nie widzisz?!-powiedziała Wiki z przerażeniem w głosie
-Czego mam nie widzieć?
-PAJĄKA?!-powiedziała bardzo cichutko, że ledwie zrozumiałam co szepnęła
-No widzę, ale co z tym takiego nadzwyczajnego?
-Na przykład, to że to jest pająk?!
-Pająk, jak pająk, nic nowego! Wysil się bardziej!
-Czy kiedyś mówiłam ci, że mnie irytujesz?
-Mówiłaś, i to nie jeden raz. Już się przyzwyczaiłam
-To może narysujemy pająki?
Dałam Wiktorii kartkę do rysownia i ołówek. Spojrzałam na ekran komputera, a tam 3 powiadomienia, oczywiście na koncie Wiki, ale nie omieszkałam sprawdzić.
-Wikuś! Ktoś znów do ciebie pisze! Wyłącz tego facebook'a!
-No poczekaj chwilkę! Tylko odpisze, a poza tym to już jest 19 i muszę iść już do domu, bo mama prosiła mnie żebym była w domu przed 20:00.

*Oczami Wiktorii*

Ja bardzo dobrze widzę, że gdy tylko Klaudia usłyszy, lub zobaczy Adama nogi jej miękną! Ja tego tak nie zostawię! No... Może i jest przystojny i ma piękne oczy, ale nigdy nie odbiję chłopaka mojej NAJLEPSZEJ przyjaciółce! Szybko odpiszę Adamowi i zmykam do domu.
Ubrałam się.
-Idę do domu! Dobranoc!-powiedziałam po czym przytuliłam Klaudię na pożegnanie.
-Dobranoc! Przyjdź jutro po mnie do szkoły!
Wyszłam z domu Klaudii i szybkim krokiem zmierzałam do domu.
Gdy doszłam,bezzwłocznie włączyłam komputer, bo wiedziałam, że Adam będzie na mnie czekać. Po drodze, wymyśliłam plan doskonały. Ponieważ już wiem, że to on podrzucił Klaudii ten piękny naszyjnik, jutro w szkole Adam powie to jej i będzie super mega ekstra. Taki jest mój plan, ale czy Adam się zgodzi, to nie wiem nikt.
Z Adamem pisałam do około godziny 22:00 oczywiście z przerwami na siku i w ogóle. Jest on idealnym typem mojej przyjaciółki i myślę, że mój chytry plan pójdzie po mojej myśli! Adama nawet nie musiałam prosić, bo powiedział mi, że od dawna Klaudia mu się podoba i czekał na idealny moment, żeby do niej zagadać. Idę się kąpać i spać, żeby mieć dużo sił na jutro!

*Oczami Klaudii*

Gdy Wiktoria wyszła włączyłam sobie jakieś romansidło na laptopie, przebrałam się już umyta w piżamę i położyłam się z nim na łóżku. Film była fajny, ale jakoś z nóg nie powalał, zresztą tak jak inne filmy tego gatunku.

środa, 13 sierpnia 2014

Tredici

Razem poszłyśmy do szatni ubrać strój na lekcję wychowania fizycznego. Wszystkie koleżanki były już gotowe, a my, zresztą tak jak zwykle, byłyśmy ostatnie i musiałyśmy meega szybko przebrać się. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Wiki jeszcze w biegu ubierała i wiązała buty i jakby tego wszystkiego było za mało potknęła się o czyjąś nogę i wylądowała na podłodze.
-KLAUDIA!!-krzyknęła leżąc WIKI-Nie stój tak, tylko pomóż mi wstać, bo umrę!!
Pobiegłam niczym SuperWomen na ratunek! Dzięki mnie całe nasze miasto będzie bezpieczne.
-Podaj mi rękę!-powiedziałam, a Wiki podała mi ją.-Jesteś uratowana, a teraz lećmy na W-F 
-Lećmy, moja wybawczyni!
Na lekcji graliśmy w cztery ognie. -,-. NO  KOMENTS. A co jest  tym najlepsze?! To, że graliśmy przeciwko chłopakom, których nie znamy, a między nimi był Adam! Czy to jest jakiś żart? Zgadnijcie kogo zbił jako pierwszą? No jasne, że mnie! I jeszcze ironicznie puścił oczko. Obserwowałam przez resztę czasu trwania lekcji poczynania Adama i spółki. Sukcesywnie zbijali każdą dziewczynę... Oprócz jednej, a mianowicie Wiki! Został ona jako ostatnia. Natomiast z chłopaków został tylko Adam. Wiki przymierzała się do ostatecznego strzału. Wszyscy skandowali jej imię... Gdy nagle zadzwonił dzwonek na przerwę i każdy wybiegł z sali gimnastycznej do szatni. Ja poczekałam na Wikiś i dopiero wyszłyśmy.
Gdy już się przebrałyśmy i poszłyśmy na plac szkolny zjeść jakąś bułkę czy coś. Po drodze spotkałyśmy Adama.
-Hej! Dobrze grałaś!-powiedział do Wiki.
-Ee... Dzięki?
I tak skończyła się ta jakże pasjonująca rozmowa.
A więc tak. Poszłyśmy na plac szkolny jeść drugie śniadanie i pogadać.
-Z czym masz kanapkę?-zapytałam-Bo ja z sałatą i szynką i chyba z serem.
-Ja mam ze śmietankowym serkiem i pomidorem.
-Zamiana!-krzyknęłyśmy razem i zamieniłyśmy nasze kanapki
-Mniam! Twoja, znaczy moja kanapka jest pyszna.

***
Lekcje skończyły się. Razem z Wiki szybko wyszłyśmy ze szkoły i tym razem ni ja poszłam do Wiki, lecz ona do mnie.m. Odrobiłam zadanie i zjadłam pyszny obiad.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Dodici

Długo myślałam czy nie napisać do tego chłopaka. Miał on na imię Adam. Po dłuższym namyśle nie napisałam do Adama. Byłam strasznie speszona. Weszłam sobie na mojego ulubionego bloga i przeczytałam nowy rozdział który ukazał się dziś. Po przeczytaniu poszłam do łazienki, tak jak codziennie wieczorem, więc to nie jest zbyt interesujące. Umyłam włosy i i całe ciało. W głowie ciągle był ten chłopak i ta sytuacja w szkole. Ubrałam moją ulubioną piżamę w usta i serduszka. Wzięłam telefon i położyłam się na łóżko. Dochodziła godzina 22:00. Adam ciągle był aktywny, ale bałam się napisać. Byłam strasznie zmęczona i nawet nie zauważyłam gdy do pokoju weszła mama i położyła tajemnicze pudełeczko na biurko i wyszła.

***

Wstałam o godzinie 7:00, czyli tak jak codziennie. Zeszłam na śniadanie. Mama zrobiła mi tosty i serem i szynką. Zjadłam je i poszłam na górę. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że na biurku leży małe pudełeczko. Otworzyłam je, a w środku był piękny wisiorek ze złotym serduszkiem. Sama bym lepszego nie wybrała, wybrałaby to osoba która zna mnie bardzo dobrze... Pierwszą taką osobą, która przyszła mi na myśl była moja mama. Chciałam się zapytać, ale najpierw poszłam się ubrać. Po kilku minutach poszłam do mamy.
-Mamo!! Czy to ty kupiłaś mi ten naszyjnik?-zapytałam mamy która zmywała naczynia po śniadaniu.
-Ktoś wczoraj wieczorem podłożył te pudełko pod drzwi, zadzwonił i uciekł.
-A widziałaś kto to był?
-Było strasznie ciemno, a gdy otworzyłam drzwi na wycieraczce właśnie leżało te pudełko.
-No to nic! Idę do szkoły! Może Wiki zrobiła mi taką miłą niespodziankę!-powiedziałam wychodząc już ubrana z domu.
Dziś nie miałam ochoty iść na nogach, więc poszłam na najbliższy przystanek autobusowy i wsiadłam do autobusu nr 165. Usiadłam z tyłu. Obok mnie siedział pan, który nie pachniał najlepiej.
-Dzień dobry młoda damo! Masz dla mnie jakieś 20 groszy? Jestem bardzo głodny!-powiedział
-Przepraszam pana, ale nie mam przy sobie żadnych pieniędzy.
-A jakaś bułka?
-Muszę zostawić do szkoły.
Autobus zatrzymał się naprzeciwko szkoły. Wysiadłam. Przy wejściu do szkoły zauważyłam Wiki i Dome. Widać było, że po pierwsze-było im zimno-po drugie-czekały na mnie
Razem weszłyśmy do szkoły. Włożyłam do szafki kurtkę i inne.
-Jaki śliczny naszyjnik!-powiedziała Wiki dotykając go.
-Moja mama znalazła go przed drzwiami w pudełku. Nie wiem od kogo to, ale jest naprawdę piękny!
Obok nas przeszedł Adam spoglądając na naszyjnik. 
-Chodźcie! Musimy się jeszcze na W-F przebrać!-powiedziałam ciągnąc dziewczyny za ręce.



sobota, 9 sierpnia 2014

Undici

Z niechęcią poszłyśmy do klasy na lekcję polskiego. Zajęłam miejsce z tyłu a obok usiadła Wiki. Położyłam plecak na krzesło i wyciągłam książkę, zeszyt i piórnik i położyłam na ławkę. Wszedła pani nauczycielka i zaczęło się... 45 minut siedzieć w ławce i słuchać głupot. Otworzyłam zeszyt, wzięłam ołówek do ręki i zaczęłam w szkicować dziwne coś. Pogrążyłam się w swoich najskrytszych marzeniach i wszelkiego rodzaju wymysłach. Rysowałam jak w transie, nikt nie był w stanie mnie z niego wyrwać. Nagle poczułam zimną rękę na ramieniu, podniosłam głowę i nie, nie była to pani. Był to dziwny stwór którego narysowałam, był ohydny, a jego ręka śliska. Dopiero po kilku sekundach zrzuciłam rękę stwora z ramienia. Zamknęłam zeszyt i odłożyłam ołówek. Przetarłam oczy i znów pokazała się klasa. Pani coś tłumaczyła, a wyraz twarzy Wiki mówił jednoznacznie, że nie jest zbyt zainteresowana tym co jest napisane na tablicy.
-Czy ktoś jest chętny do tablicy?-powiedziała pani-Nie? To może Klaudia?
I nagle usłyszałam donośny dźwięk dzwonka który wzywał uczniów na przerwę. Wszyscy wzięli  swoje przybory i wyszli. Tak też zrobiłam ja i Wiktoria. Wychodząc z klasy, przez moje zamyślenie ktoś niechcący szturchnął mnie i moje książki wyleciały z rąk. Schyliłam się żeby je podnieść tak zrobił też chłopak który mi je wytrącił. Nasze spojrzenia spotkały się w jednym punkcie. Długo nie umiałam oderwać wzroku od jego oczu. Lecz w końcu podniosłam książki i bez słowa oddaliłam się z Wiktorią.
Reszta lekcji była jeszcze nudniejsza od polskiego. Ten dzień w szkole był strasznie monotonny. Przerwa, lekcja. przerwa, lekcja i tak do końca.
Po lekcjach poszłam do Wiktorii odrobić zadanie, pouczyć się trochę i opowiedzieć jej sen. Zadanie miałyśmy z matematyki i polskiego. Ja pomogłam Wiki w matmie a ona mi w polskim. Dziś nie chciało mi się uczyć, więc po odrobionych lekcjach przeszłam do tematu mojego snu. Opowiedziałam wszystko, co do najmniejszego szczegółu. Wiktoria zasypiała ze zmęczenia, albo z nudów.. Tego to ja już nie mogę stwierdzić. Zgłodniałyśmy. Poszłyśmy do kuchni i ugotowałyśmy naleśniki z dżemem truskawkowym. Bardzo mi smakowały. Dochodziła godzina 20:00. Zebrałam wszystkie moje rzeczy, pożegnałam się z Wiki i poszłam do domu. Po drodze w głowie krążył mi ten piękny nieznajomy chłopak. Nic o nim nie wiem, ale był naprawdę przystojny. Gdy doszłam do domu, powiesiłam klucze na haczyk, ściągnęłam buty, rozebrałam kurtkę i inne duperele i poszłam  do pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Myślałam, że zaraz się zarwie, ale tak się nie stało. Była godzina 20:30 a już czułam zmęczenie. Włączyłam komputer i weszłam na facebook'a. Zobaczyłam, że ktoś chce dodać mnie do znajomych. Klikłam na profil tej osoby i zobaczyłam, że to ten chłopak. Bez wahania przyjęłam jego prośbę.      


czwartek, 7 sierpnia 2014

Dieci

Zerwałam się z łóżka i przy okazji zleciałam z niego i uderzyłam się w łokieć.
-Ała!-krzyknęłam z bólu trzymając mój łokieć.
-Ojojojo! Mała dziewczynka uderzyła się w łokietek?!-powiedziała moja mama łaskocząc mnie-Przecież to nic poważnego! Tylko stłukłaś łokieć, a to nie zmienia faktu, że musisz iść do szkoły! Teraz maszeruj do łazienki czy gdzie tam idziesz!
-Dobra, dobra...-odpowiedziałam mamie wstając z podłogi.
Wszystko jest... Jakieś inne! Chyba znów pójdę spać i będę żyć we Włoszech! Jest dużo lepszy kraj niż Polska! Zacznijmy od tego, że jest piękniejszy, ale to wszystko kwestia gustu. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam biały puch spadający z nieba i ludzi odśnieżających swoje auta, żeby jakoś jeszcze dotrzeć do pracy. Jednym słowem, a może kilkoma-wszystkiego mi się odechciało. Znów ubierać te wszystkie szaliki, czapki, rękawiczki i ciepłe kurtki. Koniec marudzenia! Przynajmniej jednym plusem jest to, że jak przyjdę do szkoły to spotkam się z Wiki i Pauliną, ale Paula nie będzie tym razem tajnym agentem! Jak przyjdę to wszystko opowiem!
Po tych przemyśleniach znów nabrałam ochotę na wszystko.
Tradycyjnie tak jak zawsze co jest już mega nudne. Poszłam do łazienki. Ubrałam się i lekko pomalowałam, bo nie lubię jak ktoś jest strasznie mocno pomalowany, lub jak ma nienaturalny kolor podkładu. Znów nie wiedziałam co zrobić ze włosami, więc chwyciłam do ręki wypełniacz do koka i zrobiłam koka. Sprawdziłam czy na pewno mam wszystko co potrzebne do szkoły, wzięłam telefon i klucze do kieszeni i wyszłam. 
Śniegu!! Dlaczego!?
Po raz kolejny nie chciało mi się iść do tej szkoły i do godziny 15:30 słuchać głupot, ale poszłam. Po drodze spotkałam Dominikę, moją dobrą koleżankę.
-Czy tylko ja nie lubię śniegu?!-zapytałam Domi
-Oj, chyba nie!
Szłyśmy do szkoły rozmawiając o śniegu i nie tylko. Gdy tylko doszłyśmy w oczy rzuciła mi się grupka osób paląca papierosy przy aucie. Chyba nie muszę się wypowiadać na ich temat!
-Ziiiiimoo!!-powiedziała do mnie Doma trząsać się z zimna.
Weszłyśmy do budynku szkoły. Podłoga była cała brudna z roztopionego śniegu i sprzątaczki nie umiały nadążyć nad sprzątaniem tego wszystkiego. Bez zbędnego zastanowienia ściągłam kurtkę i resztę tego wszystkiego i poszłam do szafki żeby to schować. Nagle, gdy je chowałam ktoś rękami o zapachu kwiatów pomarańczy zakrył mi oczy.
-Zgadnij! Kim jestem!-powiedział ten ktoś, kto zakrył mi oczy.
-Na pewno jesteś dziewczyną, bo twoje ręce pachną pięknie, więc... Wiki?
-Tak!-opowiedziała Wiku zdejmując swoje ręce z moich oczu.
-Gdzie jest Paulina?-zapytałam
-Nie mówiła ci? Pojechała z rodzicami w góry w ramach ferii zimowych.
-No nie mówiła. A tak apropos... Jakiego używasz kremu do rąk?
-To nie krem do rąk. To nowy le petit marseillais o zapachu kwiatu pomarańczy! Patrz!-Wiki wyjęła z plecaka wielką butelkę właśnie tego żelu pod prysznic.-Chcesz powąchać?
-Serio?!
-No chciałam, żeby to było tak jak w tej reklamie!
Wszystko zepsuł dzwonek na lekcję.

niedziela, 11 maja 2014

Nove

*Następnego dnia*
Obudziłam się i tak jak każdego dnia poszłam do toalety. Ubrałam się i obudziłam Wiki która JESZCZE spała -,,-.
-Wiki!? Czy ty masz zamiar wstać dziś czy jutro?
Myślałam, że moje pytanie jest oczywiste... Jednak tak nie było. Czy tylko ja jestem taką inteligentną osobą :3.
-Zawsze to samo! Klaudia! Weź ey! Chcę spać.
Jak powiedziała tak zrobiła, spała dalej. Ja uznałam, że nie mogę tak bezczynnie czekać aż wstanie więc napisałam jej karteczkę, że idę na plażę i że jak się obudzi to jeżeli chce to może dołączyć do mnie. Poszłam na plaże, tradycyjnie położyłam swoją torbę na leżak. Wzięłam portfel do ręki i poszłam do baru na plaży, aby kupić lody.
-Due gusti gellato in corno per favore. Nocciola e fragola.
Dostałam moje pyszne lody. Ach! Gdybyście jedli kiedyś takie pyszne lody! Jestem normalnie w siódmym niebie. Po jakimś czasie Wiki doszła do mnie strasznie zaspana.
-Widzę, że się nie wyspałaś-zapytałam
-Wyspałabym się gdyby KTOŚ mnie nie budził!-odpowiedziała po czym położyła się na leżak i zaczęła coś czytać, nie spojrzałam co.
Obok nas bawiły się dzieci w piasku. Budowały sobie zamki z piasku. Ten dzień był taki piękny! Tylko szkoda, że już ostatni...
Po udanym dniu na plaży poszłyśmy do pizzeri na pizze. Była pyszna tylko szkoda, że ostatnia...
Wróciłyśmy do hotelu. Ja już zaczęłam się pakować a Wiki padła na łóżko ze zmęczenia.  Tak bardzo chciałam zostać we Włoszech. Czuję się tu jak w domu! Nie chce wracać!
*Następnego dnia*
-KLAUDIA! WSTAWAJ! ZA 45 MINUT MUSIMY BYĆ NA LOTNISKU!-obudziła mnie Wiki.
-Już wiem dlaczego nie lubisz gdy cię budzę.
Tradycyjnie ogarnęłam się ubrałam coś po czym wzięłam w rękę walizkę i wyszłam do recepcji. Czekała już tam na mnie Wiki.
-Taxi już na nas czeka-oznajmiła po czym wyszła przed hotel.
Wsiadłam do taxi i pojechałyśmy na lotnisko. Wyszłyśmy z auta i poszłyśmy na samolot.
*Po około 30 minutach lotu*
"Uwaga! Mamy drobne problemy sterownicze. Proszę zapiąć pasy i nie panikować"-powiedział ktoś po czym samolot zaczął gwałtownie spadać w dół. Życie przeleciało mi przed oczami. Byłam pewna, że to mó ostatnio lot i dzień. Złapałam Wiki za rękę, wtuliłam się desperacko i zaczęłam płakać. Samolot rozbił się i wszyscy zginęli.
*Poza moim snem*
-KLAUDIA WSTAWAJ JUŻ ZA 45 MINUT MUSISZ BYĆ W SZKOLE!
okazało się, że to wszystko było tylko moim snem.