*Następnego dnia*
Obudziłam się i tak jak każdego dnia poszłam do toalety. Ubrałam się i obudziłam Wiki która JESZCZE spała -,,-.
-Wiki!? Czy ty masz zamiar wstać dziś czy jutro?
Myślałam, że moje pytanie jest oczywiste... Jednak tak nie było. Czy tylko ja jestem taką inteligentną osobą :3.
-Zawsze to samo! Klaudia! Weź ey! Chcę spać.
Jak powiedziała tak zrobiła, spała dalej. Ja uznałam, że nie mogę tak bezczynnie czekać aż wstanie więc napisałam jej karteczkę, że idę na plażę i że jak się obudzi to jeżeli chce to może dołączyć do mnie. Poszłam na plaże, tradycyjnie położyłam swoją torbę na leżak. Wzięłam portfel do ręki i poszłam do baru na plaży, aby kupić lody.
-Due gusti gellato in corno per favore. Nocciola e fragola.
Dostałam moje pyszne lody. Ach! Gdybyście jedli kiedyś takie pyszne lody! Jestem normalnie w siódmym niebie. Po jakimś czasie Wiki doszła do mnie strasznie zaspana.
-Widzę, że się nie wyspałaś-zapytałam
-Wyspałabym się gdyby KTOŚ mnie nie budził!-odpowiedziała po czym położyła się na leżak i zaczęła coś czytać, nie spojrzałam co.
Obok nas bawiły się dzieci w piasku. Budowały sobie zamki z piasku. Ten dzień był taki piękny! Tylko szkoda, że już ostatni...
Po udanym dniu na plaży poszłyśmy do pizzeri na pizze. Była pyszna tylko szkoda, że ostatnia...
Wróciłyśmy do hotelu. Ja już zaczęłam się pakować a Wiki padła na łóżko ze zmęczenia. Tak bardzo chciałam zostać we Włoszech. Czuję się tu jak w domu! Nie chce wracać!
*Następnego dnia*
-KLAUDIA! WSTAWAJ! ZA 45 MINUT MUSIMY BYĆ NA LOTNISKU!-obudziła mnie Wiki.
-Już wiem dlaczego nie lubisz gdy cię budzę.
Tradycyjnie ogarnęłam się ubrałam coś po czym wzięłam w rękę walizkę i wyszłam do recepcji. Czekała już tam na mnie Wiki.
-Taxi już na nas czeka-oznajmiła po czym wyszła przed hotel.
Wsiadłam do taxi i pojechałyśmy na lotnisko. Wyszłyśmy z auta i poszłyśmy na samolot.
*Po około 30 minutach lotu*
"Uwaga! Mamy drobne problemy sterownicze. Proszę zapiąć pasy i nie panikować"-powiedział ktoś po czym samolot zaczął gwałtownie spadać w dół. Życie przeleciało mi przed oczami. Byłam pewna, że to mó ostatnio lot i dzień. Złapałam Wiki za rękę, wtuliłam się desperacko i zaczęłam płakać. Samolot rozbił się i wszyscy zginęli.
*Poza moim snem*
-KLAUDIA WSTAWAJ JUŻ ZA 45 MINUT MUSISZ BYĆ W SZKOLE!
okazało się, że to wszystko było tylko moim snem.
niedziela, 11 maja 2014
sobota, 3 maja 2014
Otto
Ubrałyśmy swoje stroje kąpielowe, zapakowałyśmy swoje torby i udałyśmy się na plaże smażyć się na słońcu.

Dotarłyśmy na plażę, położyłyśmy torby na leżaki i poszłyśmy porobić sobię zdjęcia nad morzem. Ja jak zwykle zrobiłam sobie zdjęcie nad morzem a Wiki musiała koniecznie wejść na jakiegoś kamienia i tam chciała zdjęcie.
Wszystko szło jak trzeba dopóki Wiki nie poślizgła się i wpadła do wody. Wpadłam w panikę, weszłam na skałę i zobaczyłam czy Wiki jeszcze żyje. Owszem, żyła i trzymała się na szczęście skały więc kucnęłam i podałam jej rękę a Wiki wciągnęła się po niej.
-Mówiłam!!!-krzyczałam do Wiki.
-Fajnie było, ale dziękuje ci, że uratowałaś mi życie.-odpowiedziała sarkastycznie.
Po tym przeżyciu poszłam do plażowego baru i zamówiłam dla mnie i Wiku granity. Jakby ktoś nie wiedział co to jest to jest to skruszony lód z syropem owocowym o różnych smakach. Ja chciałam o smaku cytryny natomiast Wiki o smaku arbuza. Poszłam do Wiki z granitami które zamrażały moje dłonie ale to tylko taki mały szczegół. Wypiłyśmy nasze napoje i położyłam się na leżak i zaczęłam czytać książkę, a moja przyjaciółka włożyłam do swoich uszu słuchawki i włączyła mp4. Minęła godzina. Obróciłam się na plecy żeby również je opalić.
Dotarłyśmy na plażę, położyłyśmy torby na leżaki i poszłyśmy porobić sobię zdjęcia nad morzem. Ja jak zwykle zrobiłam sobie zdjęcie nad morzem a Wiki musiała koniecznie wejść na jakiegoś kamienia i tam chciała zdjęcie. Wszystko szło jak trzeba dopóki Wiki nie poślizgła się i wpadła do wody. Wpadłam w panikę, weszłam na skałę i zobaczyłam czy Wiki jeszcze żyje. Owszem, żyła i trzymała się na szczęście skały więc kucnęłam i podałam jej rękę a Wiki wciągnęła się po niej.
-Mówiłam!!!-krzyczałam do Wiki.
-Fajnie było, ale dziękuje ci, że uratowałaś mi życie.-odpowiedziała sarkastycznie.
Po tym przeżyciu poszłam do plażowego baru i zamówiłam dla mnie i Wiku granity. Jakby ktoś nie wiedział co to jest to jest to skruszony lód z syropem owocowym o różnych smakach. Ja chciałam o smaku cytryny natomiast Wiki o smaku arbuza. Poszłam do Wiki z granitami które zamrażały moje dłonie ale to tylko taki mały szczegół. Wypiłyśmy nasze napoje i położyłam się na leżak i zaczęłam czytać książkę, a moja przyjaciółka włożyłam do swoich uszu słuchawki i włączyła mp4. Minęła godzina. Obróciłam się na plecy żeby również je opalić.
***
Po udanym dniu spędzonym na plaży zmęczone słońcem poszłyśmy do hotelu, wypakowałyśmy rzeczy z toreb które miałyśmy na plaży i włączyłam telewizor.
-Klaudia... Wiesz co?
-What?
-GŁODNA JESTEM!
-Ja w sumie też.
Poszłyśmy do jakiegoś tam pierwszego lepszego sklepu i kupiłyśmy parę bułek, jakąś szynkę. Wróciłyśmy do hotelu i zjadłyśmy naszą wykwintną kolacje.
-Klaudia... Nadal jestem głodna!
-Wiki! Jestem mądra! Chodźmy do hotelowej restauracji!
-Dopiero teraz na to wpadłyśmy! Serio?
***
Zjadłyśmy coś tam w tej restauracji. Znów wróciłyśmy do pokoju i teraz to ja poszłam się umyć i przebrać w piżamę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)